CHAMPIONS 20 TIMES

QUIZ

Boże Narodzenie i Nowy Rok to dla Premier League gra na pełnych obrotach. Zobacz czy wiesz... ROZWIĄŻ QUIZ

+ +5 - Piłkarz niespełniony

Publicystyka dinos @10.07.2017, 20:48 | Przeczytano 922 razy

Piłkarz niespełniony
Źródło: thesun.co.uk

Jako zawodnik Manchesteru United zdobył wszystko, co było do zdobycia. Pomimo tak wspaniałej kariery trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Wayne Rooney nigdy nie osiągnął pełni swojego potencjału.

Nie spodziewałem się, że odejście Wayne’a Rooneya z Manchesteru United zrobi na mnie tak wielkie wrażenie. Być może to co powiem nie przystoi kibicowi Czerwonych Diabłów, ale nigdy za Anglikiem nie przepadałem. Zastanawiałem się dlaczego. Najczęściej zrzucałem winę na jego bezczelne szantażowanie klubu, kiedy chciał wyciągnąć większą kasę i groził odejściem do Chelsea, a nawet Manchesteru City. Pod koniec kariery na Old Trafford nietrudno było wytykać mu banalne błędy, które nie powinny przydarzać się takiemu piłkarzowi. Źle się prowadził, miał problemy rodzinne, wiele razy jego nazwisko gościło na pierwszych stronach gazet i to nie z powodu świetnej gry. To wszystko mogło sprawiać, że moje niechęć w stosunku do ex-kapitana United rosła. Teraz jednak zastanawiam się, czy nie mam przypadkiem do niego pretensji za to, że nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Teraz pewnie brwi znacznej większości czytających ten tekst wędrują w górę, zaczynacie się drapać po głowie i zastanawiać, co też ciężkiego ostatnio upadło na głowę autora takiej tezy. Śpieszę zapewnić, że z moim zdrowiem psychicznym i fizycznym wszystko w porządku i zaraz wytłumaczę, o co mi chodzi.

Wayne Rooney przez znaczną większość swojej kariery w Manchesterze United zapewniał drużynie stabilną, bardzo wysoką formę. Po Angliku można się było spodziewać przynajmniej 10 bramek, zazwyczaj równie sporej liczby asyst i wreszcie tego, że jeśli przyjdzie taka potrzeba, to będzie gryzł trawę dla drużyny, wypluje płuca, nerki i wątrobę, byle tylko wyszarpać zwycięstwo. Wypisz wymaluj, syn Sir Aleksa Fergusona. Tyle, że to już wiedzieliśmy. Kiedy młody Anglik debiutował w Evertonie, a potem za wielkie pieniądze trafił pod skrzydła wspomnianego Szkota, to wiadomo było, że nie byle kto będzie biegał z diabełkiem na piersi. Ale on miał być kimś więcej. Miał być naszym Cristiano Ronaldo, zanim jeszcze narodził się Cristiano Ronaldo. Miał być najlepszym z najlepszych w Manchesterze, w Europie, na świecie. I tego poziomu nigdy nie udało mu się osiągnąć.

Zdaję sobie sprawę, że to o czym mówię trudno traktować jako poważny zarzut. W końcu ilu piłkarzy może się znaleźć w tak elitarnym gronie? Niewielu. Ale to jednak jest pewien rodzaj niespełnienia. Pamiętam, że kiedyś na forum piłkarskim jeden kibic City napisał, iż Rooney nie jest dobrym zawodnikiem. Najpierw go wyśmiałem, a potem spytałem – dlaczego? Odparował, że Real nie kupił go jeszcze za 80 milionów. Po tej odpowiedzi… wyśmiałem go ponownie, nazwałem tak, jak fanów City nazywać się powinno i przestałem zawracać sobie tym głowę. Kiedy jednak teraz o tym myślę, zaczynam powoli rozumieć o co mu chodziło. Nie oznacza to, że miał on rację, bardziej jestem w stanie nagiąć to pod swoją tezę. Zastanówmy się, czy Wayne Rooney był kiedyś bohaterem transferowej sagi, takiej jak chociażby ostatnimi czasy David de Gea? Tak, ale tylko jeśli sam ją sprowokował. O czym to świadczy? Być może o niczym. A może o tym, że nikt nigdy w Hiszpanii albo Niemczech nie stwierdził: "Prezesie, ten chłopak jest absolutnie niezbędny, abyśmy zaczęli wygrywać. Ściągnijcie go tutaj bez względu na koszty". Rozumiem, że w ten sposób można podważyć jakość każdego zawodnika, który nigdy nie trafił do Realu Madryt za wielkie pieniądze. Po prostu mam nieodparte wrażenie, że w przypadku Rooneya nie jest to podyktowane jedynie wielkim przywiązaniem do barw klubowych.

Przykładem tego, o co mi chodzi, może być złota generacja reprezentacji Anglii, która powoli zaczyna odchodzić na emeryturę. Steven Gerrard, Frank Lampard, Paul Scholes, John Terry, Ashley Cole, bracia Neville'owie, David Beckham i wreszcie Rooney, który miał tę grupę świetnych zawodników poprowadzić do sukcesów na arenie międzynarodowej. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Powodów było wiele, ale może jednym z nich był właśnie Wazza? Może zabrakło mu statusu absolutnej supergwiazdy, która stanie przed kolegami i samą swoją obecnością zainspiruje ich do walki, tak jak w poprzednim sezonie graczy United inspirował Paul Pogba, nawet jeśli nie wszystko wychodziło mu perfekcyjnie? Znów podam ten przykład, ale jest on najprostszy i najtrafniejszy – reprezentacja Portugalii, która patrząc na nazwiska nie powala na kolana, wywalczyła ostatnio Mistrzostwo Europy. Nie mam wątpliwości, że spory udział miał w tym Cristiano Ronaldo. I to nie dlatego, że ogrywał wszystkich jak tyczki i strzelił piętnaście bramek. Po prostu był, a skoro gra się z takim gościem w składzie, to samemu chce się dawać z siebie jak najwięcej, chociażby po to, żeby się nie ośmieszyć.

Dlaczego Rooney nie wskoczył nigdy na tę najwyższą półkę, zarezerwowaną dla najlepszych wśród najlepszych? Trudno wskazać prostą, oczywistą odpowiedź. Złe prowadzenie się? Brak pazerności na odniesienie sukcesu absolutnego? Zbyt słaba psychika? Brak kluczowych decyzji w odpowiednim czasie? A może wszystko po trochu i coś jeszcze.

Najlepszy strzelec w historii Manchesteru United, reprezentacji Anglii, zdobywca licznych tytułów Mistrza Anglii, zwycięzca Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Ciężko wskazać trofeum, którego nie podniósł Rooney, jeśli tylko miał do tego okazję. Był częścią drużyny, która na dobre zapisała się w historii piłki nożnej, przez długie lata dominując ligę angielską, która przecież nie bez powodu uważana jest za najbardziej wyrównaną w Europie. Kapitan w United, kapitan w reprezentacji. Wspaniała kariera. I chociaż pewnie świat za parę lat o tym zapomni i będzie po prostu wspominał "białego Pelé", to jednak ten przydomek wydaje się właśnie symbolem największej klęski Rooneya. Bo tak naprawdę nigdy do niego nie dorósł.

Pelé w umyśle osoby takiej jak ja, która nigdy nie miała możliwości obserwowania go na żywo, jest osobą w pewnym stopniu definiującą futbol swoich czasów. To właśnie jego i Maradonę się dzisiaj wspomina, nazywa "bogami piłki nożnej". Za parę lat będziemy wspominać Ronaldo i Leo Messiego, którzy osiągnęli absolutnie kosmiczny poziom umiejętności piłkarskich. Teraz to oni definiują ten sport. Czy Wazza będzie wymieniany obok nich? Nie. Będzie jednym z najlepszych, ale nie najlepszym.


Źródło: własne

Tagi: Cristiano Ronaldo, Everton, Forma, Legendy United, Pelé, Piłkarz Wszech Czasów, Transfery, Wayne Rooney

Komentarze (3) Obserwuj Dodaj opinię

Postów: 6239

Napisz PW
dodano: 15.07.2017, 07:55, #3 Zwiń/Pokaż komentarz wielkifanMU (1/3)
Szacunek dla Rooneya za wszystko. Ale to nie zmienia faktu, że Wazza jest w tej chwili wrakiem piłkarza. Bez ambicji i profesjonalizmu, kompletne zero. Życzyć należy mu jak najlepiej ale tak jak mówię dobrze, że odszedł.
Postów: 541

Napisz PW
dodano: 13.07.2017, 12:39, #2 Zwiń/Pokaż komentarz Redakcja: Wazza
ostatnio odpaliłem bramki rooneya z poszczególnych sezonów, nawet chciałem wybrać jakieś 10 najlepszych, ale z lat minus 2010 rok jakość jest, ujmijmy to, wątpliwa na yt. porzuciłem pomysł, są komplilacje, podsumowania itp.
ale co uderza najbardziej - pierwszy sezon, bombowy jak na gówniarza. miał taki dynamit, że gdyby starł się z royem keanem w barze, miałbym problem z obstawieniem zwycięzcy. dalej było tylko lepiej, ale już w 2008 roku cr7 wskoczył na dobre na jego poziom. przescignął go, połknął i wypluł.

nie bez kozery posługuję się nickiem Wazza, bo dla mnie to był zawsze symbol gościa, który po trupach zaora każdego przeciwnika. był. pamiętam jak w 2007 nie spodobało mu się, że Heinze coś przy linii bocznej się odezwał, czy źle wybił aut - dostał opierdziel niczym 7-latek który wrocił do domu po 22, a miał o 18.od młodszego, niebywałe.

nagły krach nie nastąpił, on postępował stopniowo, i tu prztyczek w stronę fergusona, który zawsze upatrywał w rooneyu gościa od wszystkiego. kto wie, czy właśnie bieganiem po skrzydle zabrał mu pewność siebie z przodu. cofaniem do pomocy, zatracil instynkt strzelecki. nie trwalo to permanentnie, rooney w tabeli klubowej był przypisany do roli napastbika, ale im dalej w las, tym bardziej odsuwał się od pola karnego. nawet Mourinho po przyjściu powiedział ze dla niego rooney to napastnik, a jak skończył?

Tak czy inaczej - przez piłkarzy był zawsze stawiany jako wzzór profesjonalisty na treningu. więc jak wytłumaczyć potykanie się o własne nogi, o piłkę, rycie brodą po murawie, nieudolnośc, niedokładne podania jakby mial nogi z drewna - ja nie wiem. nie rozumiem jak mozna było tak zjechać. moyes i lvg stawiali na niego, dostał najwyzszy kontrakt w lidze, no i...osierocił się po fergusonie jak rvp? wątpię. miał coś do udowodnienia, ale...coś udowodnił? chyba to ze stał się potulnym barankiem. PO 2008 ROKU PAMIĘTACIE jakąś akcję, gdzie rooney w obronie kolegi opier...da...la sedziego, albo rzuca się na rywala? rzucał się na sędziów ale wtedy, gdy nei chcieli gwizdać rzekomych karnych, gdy padał jak padoliny w szesnascte.

temat rzeka i zagadka do rozwikłania:
-najwyzszy kontrakt (do czasu zlatana zapewne) - czyli motywacja była
- podobno profesjonalista w kazdym calu, więc skąd braki szybkościowe
- wyeksploatowanie od najmłodszych lat - pewnie tak, drugei cudowne dziecko Owen już dawno nie kopie. ale skąd ta niedokładność i apatia na placu?
-wypadł nawet z kadry, kapitan! nie do pomyslenia.

Jeśli w evertonie ujrzymy roo z lat 2006-2011 nawet, będzie to oznaczało,że klimat OT już mu się przejadł. jeśli natomiast będzie to postać z lat 2013-2017, będzie mial duży problem z grą w "11-tce".

Piłkarz niespełniony? Nie sądzę. podobnie jak reszta errych, lampardów, gerrardów, beckhamów, scholesów, dotknął go wirus REPREZENTACJA ANGLII. czyli najlepsi piłkarze nigdy nie będący drużyną. sparingi w których testuje się każdego jelenia który prosto kopnął piłkę w PL, myśląc że jest dobry. a przychodzi potyczka ze szkocją i mu się nogi plączą. zgrupowania ich kadry to są castingi jak w idolu na polsacie,w eliminacjach notorycznie mają słabszych rywali, a w turniejach grają znów eksperymenty ze składem i dostają w czapę, bo jak i kiedy mają się zgrać? ale rooney był tam zawsze. od 2004 roku. po 13 latach w kadrze nie ma rooneya. niebywałe. ALE:
-jej najlepszy strzelec, najlepszy w United, mistrzostwa anglii, wszystkie puchary na kuli ziemskiej klubowe zdobył, opócz superpucharu. mnóswto pięknych goli, trzy finały L.M., ja bym go niespełnionym nie nazwał...dopóki nie porównamy go do CR7, obaj zaczynali z podobnego pułapu. tylko ze tu znów ALE ...gdyby cr7 został w PL, może dziś powłóczyłby nogami jak Roo?

temat na pracę magisterską
zobacz więcej
Postów: 4249

Napisz PW
dodano: 11.07.2017, 15:37, #1 Zwiń/Pokaż komentarz Redakcja: Szemhazaj
Świetny tekst. To miła odskocznia, przeczytać coś mądrego niepodpisanego własnym nickiem.

Rooneyowi brakowało jednak techniki by wskoczyć na najwyższy pułap na dłużej. Zawodnicy którzy byli genialni po 30-stce, te wszystkie Seedorfy, Bergkampy, Giggsy, Zidany, Ronaldy, Messje łykali Wayne'a przyjęciem, prowadzeniem piłki, zmianą kierunku biegu, zwrotnością. Na determinacji i zawziętości można pociągnąć długo ale gdy ona się skończy to zawodnik wyjątkowy prędko okazuje się być przeciętniakiem.

Wayne ma nadal świetnie ułożoną prawą nogę, dobry pass, doskonały kros, jednak reszta jego ciała i ducha odmawiała posługi wespół z pojawiającymi się na karku krzyżykami. Obejrzyjmy pierwszy lepszy mecz Rooneya z lat 06-10, jak on wtedy śmigał po boisku. Ostatnio podczas meczu oldbojów niektórzy wyglądali lepiej od niego.

Wydawało się niegdyś, że Rooney może zostać najlepszym piłkarzem świata, jednak Xavi, Iniesta, Ibrahimovic czy wreszcie CR i Leo pokazali światu inny wymiar futbolu, wymiar do którego Wayne nigdy nie wszedł (w każdym razie nie na długo).
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.